Opowiadanie ,,Rzeka pełna łez”

Opowiadanie ,,Rzeka pełna łez”

Efekt afirmacji okolic Wolimierza, autorstwa naszej córki Miriam Olek

Z nadejściem października rzeka stawała się nieprzewidywalna i gwałtowna. Agresywny, rwący nurt podmywał nierówny, kamienisty brzeg. Woda wzbierała, a wraz z jej ilością przybywało również zmartwień mieszkańcom pobliskiej wsi. Kwisa, latem spokojna i przynosząca ukojenie, jesienią buntowała się i sprawiała niesłychane kłopoty. Czasem, kiedy miała wyjątkowo kapryśny humor, robiła na złość dzieciom bawiącym się na jej brzegu, niszcząc ich monstrualne tamy, budowane przez całe lato oraz wyciągając chytre ręce po buciki zostawione bezmyślnie wzdłuż koryta. Wówczas krążyły wśród dziatwy przeróżne legendy i tajemnicze opowieści. Prawdopodobnie płynąca tam woda ma duszę samotnej, zgorzkniałej panny, wylewającej dawno temu łzy po śmierci ukochanego. Płakała ona bardzo długo. Jej żal był tak ogromny, że w miejscu żałobnego lamentu powstało źródło, z którego narodziła się Kwisa.

   Pewnego jesiennego poranka, brzegiem wyjątkowo łagodnej jak na tę porę roku rzeki, spacerowała dziewczynka. Dzień był ciepły. Na drzewach liście mieniły się gamą barw, od ciemnych brązów, poprzez jasne żółcie, aż do popielatych czerwieni. Rzeka wiła się powoli między pagórkami. Las rozpościerający się po obu stronach szumiał nieśmiało, grając cichą melodię, przy donośnym akompaniamencie Kwisy. Woda unosiła się i opadała, zwinnie wymijając głazy stojące jej na drodze. Pośród tej urokliwej piosenki można było usłyszeć szloch, ale z niewiadomych przyczyn mało osób potrafiło słuchać tak uważnie jak owa panna. Kiedy po dłuższym spacerze położyła się na trawie nieopodal Kwisy, płacz nie cichł. Panienka rozprostowała wygodnie nogi i wsadziwszy je do lodowatej wody, kierując przy tym twarz w stronę jesiennego słońca, zaczęła śpiewać:

Młoda panno pełna żalu

czemuś taka cała w smutku?

Czy twój książę dziś na balu 

uciekł z inna pomalutku?

Młoda panno, jak ci pomóc?

Może wianków moc uplotę?

Potem wrzucę je do Kwisy

aby chronić łez twych cnotę!

   Niedaleko, po gęstym, nieprzebytym lesie, jechał na koniu przystojny młodzieniec, będący potomkiem bogatego szlachcica. Zwabionym anielskim śpiewem dziewczyny, podążał z nurtem rzeki za głosem. Na brzegu ujrzał panienkę, odzianą w błękitną suknię, wrzucającą wianki do wody. Już wcześniej słyszał o niezwykłej miłości, ale dopiero wówczas wydała mu się ona realna. Leżeli na brzegu, październikowy wiatr rozwiewał im włosy, a kostki bielały z zimna. 

   Niestety- historia zatoczyła koło. Młody dziedzic odszedł z obietnicą na ustach, lecz nie pojawił się już nigdy nad Kwisą. Dziewczyna czekała na niego bardzo długo, cicho podśpiewując piosenkę, a po jej policzkach ciekły łzy wpadające do rzeki. Nadeszła zima. Rzeka była coraz groźniejsza. Poziom wody rósł, aż okolice zaczęły nawiedzać powodzie. Panienka zniknęła bez śladu, a do dziś w szumie wody usłyszeć można ciche łkanie zranionych kochanek. 

   Zawsze, kiedy z z babcią przechadzamy się brzegiem rzeki, przypominamy sobie tę legendę. Wsłuchujemy się w energiczny, a zarazem niezwykle kojący nurt, podczas gdy liście szeleszczą pod stopami, a wzgórza dookoła nas pną się w chmury, jakby chciały chronić swoją królową, która wije się między nimi. Krajobraz znad Kwisy kryje w sobie miliony zapomnianych opowieści o wydarzeniach, które rozegrały się na przestrzeni wielu lat. 

   Być może każdy je czasem słyszy, ale nie każdy słucha. Ciągle aktualne, nie dają o sobie zapomnieć.